Burza czarnych włosów, cylinder, upodobanie do węży, milion pomysłów artystycznych na minutę i przeświadczenie, że nie ma złej pory na picie, bo gdzieś na pewno jest godzina piąta – oto Saul Hudson w skrócie. Choć może lepiej byłoby powiedzieć: Slash.
Przygoda z Guns N’ Roses i niewątpliwy talent do ujarzmiania gitary ustawiły Slasha właściwie na całe życie, co tylko dodatkowo napędza go do działania. Pod szyldem tego jednego, krótkiego imienia, powstawały nowe zespoły i dziesiątki pobocznych projektów. Przy tym wszystkim, sam Hudson nie musi robić nic innego poza graniem na gitarze, by ustawiały się do niego kolejki artystów chcących zapisać się w tworzonej przez niego historii.

















